Kiedy ino usłyszę sygnał syreny strażackiej na remizie, to mi się serce rwie, by ruszyć z moimi druhami do pożaru – mówi blisko 80–letni Franciszek Zdebski z Męciny. – Jak człowiek widzi te nowe samochody strażackie i piękną remizę, to zaraz nachodzą mnie wspomnienia jakżeśmy tę męcińską staż budowali przez lata. Póki zdrowie pozwala, to chodzę na zebrania do remizy i nadal działam w Ochotniczej Straży Pożarnej, choć regulaminowy wiek czynnej służby wynosi 65 lat.
Na początku była kiwanka
Pewnego lipcowego popołudnia w 1947 roku na wezwanie Stanisława Galicy, w Domu Parafialnym zebrali się młodzieńcy w wieku 18 – 21 lat. Jak wspomina Franciszek Zdebski, Galica był człowiekiem wojskowym i walczył na froncie, więc młodzieńcy przez szacunek nie mieli prawa odmówić. Niejako na rozkaz Galicy powołali do życia Ochotniczą Straż Pożarną. Z grona założycieli do dzisiaj żyją: pan Franciszek, Stanisław Wójs, Julian Lupa, Stanisław Wójtowicz, Ferdynand Siciarz. Na ostatnią strażacką wartę odeszli: Mieczysław Jabłoński, Bronisław Smoleń i Karol Woźniak. Do dzisiaj Franciszek Zdebski z pietyzmem przechowuje pierwszą legitymację strażacką wydaną przez Starostwo Powiatu Limanowskiego 7 sierpnia 1947 roku.
– To moja najcenniejsza pamiątka z tamtych młodzieńczych lat – mówi. – Męcina wtedy i dzisiaj, to dwa różne światy. Po wojnie była bieda, dużo drewnianych domów i najczęściej zapalały się od piorunów. Kiedy trzeba było ruszyć do pożaru, strażak który akurat miał dyżur doczepiał swojego konia do wozu z kiwanką i jechał w góry na ratunek. Pierwszą naszą remizą był stary drewniany dom, położony, jak to nazywaliśmy, w dolinie u Krzyżaka.
Strażakiem być i nosić mundur to był zaszczyt i honor. W jej szeregach byli od początku ludzie różnych zawodów – rolnicy, pracownicy fizyczni, zawodowi strażacy pracujący w Limanowej, Nowym Sączu i sporo kolejarzy.
Pan Franciszek całe lata pracował w Zakładach Naprawczych Taboru Kolejowego w Nowym Sączu. Najpierw naprawiał parowozy, a po ich wycofaniu ze szlaków kolejowych – lokomotywy spalinowe. Teraz jest na emeryturze, hoduje króliki i… wspomina. Szczególnie te lata, kiedy na jego oczach rosła Męcina, a najbardziej oddanym jej człowiekiem był Bronisław Smoleń – znany w latach 60. i 70. wytwórca kijów hokejowych. Był też dobrym gospodarzem i przede wszystkim energicznym działaczem społecznym. W 1992 roku w wieku 64 lat powalił go zawał. Miał wielu wrogów, ale też oddanych sobie ludzi.
– Co tu dużo mówić – wzdycha Franciszek Zdebski. – Gdyby nie Bronek Smoleń to nie byłoby takiej Męciny, jaką mamy dzisiaj. Wodociągi, kanalizacje, przystanek kolejowy Męcina – Podgórze i nowa remiza to wyłącznie jego zasługa. Dobrze, że jego syn Bronuś przejął wszystkie dobre cechy po swoim ojcu. Stary Smoleń był długie lata prezesem naszej straży, a od lat jest jego syn.
Smoleniowe czasy
Męcina – ludna wieś licząca 3,5 tysiąca mieszkańców, w latach 70. była za sprawą Bronisława Smolenia seniora często odwiedzana przez dziennikarzy. Bo w tej wsi czyny społeczne to był chleb codzienny. Pan Bronisław zwoływał ludzi do budowy dróg, kanalizacji, wodociągów. Drugim powodem były kije hokejowe. Grali nimi wszyscy polscy hokeiści na czele z reprezentacją. Wyposażał w nie również drużyny ze Związku Radzieckiego.
Doczekała się też Męcina, po sześciu latach budowy, okazałej remizy strażackiej oddanej do użytku w 1981 roku. Smoleniami Męcina słynęła i słynie, bo są tam dwa rody o tym nazwisku, nie powiązane więzami krwi. Obok nich, rozległymi koligacjami rodzinnymi mogą pochwalić się Krzyżakowie, Salomonowie, Tomaszkowie. Te rodziny zasilały szeregi strażackie.
– Do działania w straży namówił mi ojciec – mówi Bronisław Smoleń. – Siłą rzeczy strażakami są moi synowie Adrian i Paweł.
Nowa remiza powstała na polu Bitnerowej w centrum wsi. Na ten cel pieniądze wyłożył Bronisław Smoleń senior, ale do jej budowy wzięli się niemal wszyscy mieszkańcy Męciny.
– Woziliśmy jeszcze gorącą cegłę z cegielni w Bielowicach i od Chwaliboga – wspomina Franciszek Zdebski. – Robota szła.
Teraz budynek przeszedł generalny remont. Ochotnicza Straż Pożarna wzięła kredyt w wysokości 250 tysięcy złotych. Reszta potrzebnych pieniędzy pochodzi z kasy OSP. Strażacy oprócz boksów na samochody, resztę budynku wynajmują różnym instytucjom państwowym, prywatnym i gminnym. W remizie jest duża sala, która może pomieścić ponad 200 osób. Do remizy przychodzą czytelnicy biblioteki gminnej.
W boksach natomiast stoją wozy bojowe na czele z nowoczesnym iveco wyposażonym w sprzęt do ratownictwa drogowego, chemicznego i ekologicznego. Gospodarzem obiektu jest Grzegorz Krzyżak. Remiza to nie tylko straż, ale obiekt o ważnym znaczeniu dla życia kulturalnego i społecznego wsi. Ba, szefową Koła Gospodyń Wiejskich jest Danuta Smoleń, żona skarbnika OSP Edwarda.
Mamy też zmartwienia
– Rola ochotniczych straży się zmieniła, ale stara nazwa pozostała – mówi Bronisław Smoleń. – Dzisiaj jest mniej pożarów, a więcej zagrożeń innego typu, choćby wypadków drogowych. My jesteśmy do tego przygotowani i nasza OSP, jako jedyna w gminie Limanowa, jest od lat włączona do Krajowego Systemu Ratownictwa.
Bronisław Smoleń junior był radnym, długoletnim wiceprezesem powiatowych struktur OSP. Prezesem OSP w Męcinie jest od 1993 roku. Na pytanie czym jest dla niego działalność w straży odpowiada bez namysłu: – Obowiązkiem.
I wyjawia swoje zmartwienia.
– Ze 105 druhów naszej OSP, 30 jest aktywnych na co dzień – mówi. – Ale aż 20 wyjechało za chlebem do Irlandii. Jak jeszcze ktoś wyjedzie z tej trzydziestki, to zaczną się duże problemy. Chwała Bogu, że mamy też młodych junaków. Jedni pracują w zawodowych strażach, drudzy się uczą. Są świetni, a nawet najlepsi w kraju jak Mateusz Tomaszek, który zajął pierwsze miejsce w turnieju wiedzy pożarniczej.
W Męcinie trwają przygotowania do obchodów jubileuszu. Bronisław Smoleń zapowiada, że na pewno w przyszłym roku powoła do życia orkiestrę dęta. Są chętni, by w niej grać.
jerzy wideł
Autor artykułu: